Cucumbrove

Travelling. Cycling. Hiking. Eating.

Austria

Trekking w Alpach: Draugsteintorl (2077 m) i Karteistorl (2146 m) – pętla koło jeziora Tappenkarsee

Trasa: Dolina Kleinarl – Jezioro Tappenkarsee – Draugsteintorl (2077 m) – Karteistorl (2146 m)

Dystans:  15,55 km

Przewyższenia: 1050 m

Czas wędrówki: ok. 5 h

Start wycieczki – Parkplatz Tappenkaralmweg

Naszą wycieczkę rozpoczynamy na parkingu Parkplatz Tappenkaralmweg w dolinie Kleinarl.

Auto można też zostawić na wcześniejszych parkingach, ponieważ tutaj podjeżdżamy szutrową drogą, ale dzięki temu urwaliśmy około 4 km w jedną stronę. Koszt parkingu: 6 euro.

Droga początkowo jest szeroka z lekkim wzniosem i cały czas wędrujemy wzdłuż strumyka. W ramach ciekawostki – dolina Kleinarl, w której się znajdujemy, od setek lat była wykorzystywana przez pasterzy. Wiele dzisiejszych szlaków to dawne drogi, którymi pędzono bydło na wysokogórskie hale.

Podejście pod wodospad

Po dosyć spokojnym początku trasa zmienia się w stromy zygzak. Wspinamy się pod wodospad, który spływając z ogromnej wysokości po skałkach, wygląda dość spektakularnie. Szum wody skutecznie odciąga uwagę od palących ud. To właśnie tu zaczynamy czuć, że nie będzie to leciutka trasa.

Jezioro Tappenkarsee – alpejski klejnot

Po podejściu docieramy w końcu nad Tappenkarsee – jedno z największych naturalnych jezior wysokogórskich w Austrii. Położone jest na wysokości ok. 1768 m n.p.m., wciśnięte w dolinę i otoczone stromymi zboczami, wygląda absolutnie spektakularnie.

Kolor wody jest wręcz nierealny – intensywnie turkusowy, typowo alpejski.

Tappenkarsee jest jeziorem polodowcowym, a jego intensywny kolor wynika z tzw. mączki lodowcowej, czyli drobnych cząstek skalnych unoszących się w wodzie i odbijających światło.

Tuż nad jeziorem znajduje się pierwsze schronisko – Tappenkarseealm, które działa latem i od lat jest ważnym punktem na mapie alpejskich wędrówek.

Dzika ścieżka ponad jeziorem

Za schroniskiem zaczyna się zupełnie inna droga. Ścieżka robi się węższa, bardziej dzika i momentami stroma. Idziemy coraz wyżej mając jezioro cały czas za sobą. Widoki są obłędne, ale miejscami potrafi zakręcić się w głowie.

Po chwili krajobraz się zmienia i pojawiają się zielone, falujące polany i obłe szczyty.

Ten fragment Alp często porównywany jest do „alpejskich Bieszczad” – miękkie linie gór i rozległe hale kontrastują z ostrymi, skalistymi Alpami Wysokimi.

Na trasie spotykamy bardzo niewiele osób – cisza, przestrzeń i absolutne poczucie bycia „gdzieś daleko od wszystkiego”.

Draugsteintorl (2077 m n.p.m.)

Po solidnym podejściu docieramy na wierzchołek Draugsteintorl (2077 m n.p.m.). Jest to bardziej przełęcz niż klasyczny szczyt, ale panorama rekompensuje wszystko.

Z góry jezioro Tappenkarsee wygląda jeszcze bardziej imponująco, a do tego otwiera się widok na dalsze pasma Radstädter Tauern.

Jako ciekawostka: nazwa „Tor(l)” w języku niemieckim oznacza przełęcz lub „bramę” – i faktycznie, Draugsteintorl jest naturalnym przejściem pomiędzy dolinami

Granią do Karteistorl (2146 m n.p.m.)

Po krótkiej przerwie na przekąski i podziwianie widoków, z Draugsteintorl ruszamy granią w stronę Karteistorl. To jeden z najpiękniejszych fragmentów całej trasy. 

Widoki są typowo alpejskie – tafla jeziora daleko pod nami, zielone hale, a w oddali skaliste, miejscami ośniezone szczyty.

Radstädter Tauern są mniej znane niż np. Alpy Zillertalskie, ale dzięki temu zachowały dziki charakter i brak tłumów – nawet w środku sezonu (my byliśmy tam w czerwcu).

Na Karteistorl (2146 m) znajdujemy się na rozwidleniu szlaków. Stąd decydujemy się na zejście w stronę jeziora, zamykając pętlę.

Gruzja w Aplach i…wyscig z krowami

Podczas zejścia znowu mamy widok na ogromne zielone przestrzenie, pasące się krowy i galopujące konie. Sprawia to, że przez moment czujemy się bardziej jak w Gruzji niż w Austrii.

Po drodze docieramy do kolejnego schroniska, gdzie jemy obiad, ale niestety jedzenie okazuje się dość przeciętne.

Ruszamy dalej i… robi się coraz bardziej ciekawie. Idziemy dosłownie wśród koni, a w pewnym momencie stado moich ulubionych krów zaczyna coraz szybciej przemieszczać się w stronę ścieżki. Podchodzi też do pary siedzącej na kocyku koło jeziora i bardzo szybko ją przegania.

Zdecydowanie przyspieszamy – nikt z nas nie ma ochoty utknąć razem z tym stadkiem przy drewnianej furtce odgradzającej im ścieżkę. 

Był to mały wyścig, ale zdążyliśmy…

Podsumowanie wycieczki

To była jedna z tych tras, które zostają w głowie na długo. Piękne jezioro, widoki z grani, dzikie ścieżki, brak tłumów i solidne przewyższenie.

Nie jest to najłatwiejsza wycieczka – podejścia i fragmenty graniowe wymagają kondycji, ale zdecydowanie jedna z najbardziej widokowych tras w tej części Austrii.

Jeżeli lubicie alpejskie jeziora, przestrzeń i poczucie przygody – Draugsteintorl i Karteistorl przez Tappenkarsee to absolutny must-see.

Ślad wycieczki zapisany w aplikacji Garmin Connect
Przewyższenie zapisane w aplikacji Garmin Connect

Grossglockner Hochalpenstrasse - malownicze serpentyny

Trasa: Fusch – Nationalparkplatz (2369 m n.p.m.) – Fusch

Podczas naszego pobytu w Austrii, nie mogliśmy przepuścić okazji, aby wybrać się na najwyżej położoną wysokogórską drogę – Grossglockner Hochalpenstrasse.

Jest to niespełna 50-cio kilometrowa serpentyna, która wygląda niczym asfaltowy dywan wijący się wśród alpejskich szczytów Parku Narodowego Wysokie Taury.

Cała trasa jest niesamowicie malownicza i stanowi raj dla motocyklistów. Oczywiście można tam wjechać różnymi środkami transportu – samochodem, busem, rowerem, kamperem, itd.

Co ciekawe, droga ta jest przejezdna od maja do października. Najwyższy punkt, do którego można dojechać autem znajduje się na wysokości ponad 2500m! Możecie więc sobie wyobrazić, co się tam dzieje, kiedy spadnie śnieg.

Należy wziąć pod uwagę, że Grossglockner Hochalpenstrasse jest płatna i czynna w konkretnych godzinach, także planując wycieczkę dobrze to sobie wcześniej sprawdzić. Na wjeździe są też postawione bramki, także w wysokim sezonie mogą się tam tworzyć korki.

Informacje na temat cennika i godzin otwarcia można znaleźć tutaj: http://grossglocknerstrasse.eu/grossglocknerstrasse-cennik

Mimo najszczerszych chęci nie porwaliśmy się na tak szalony pomysł, aby wjechać tam rowerem. Natomiast pewnego popołudnia, po wycieczce rowerowej widząc, że utrzymuje się piękna pogoda, postanowiliśmy przejechać tę trasę naszym busem. 

Najodważniejszy kolega zasiadł za kierownicą – o dziwo tym razem nikt się nie wyrywał, żeby prowadzić…

Na Grossglockner Hochalpenstrasse można wjechać z dwóch stron – albo od strony północnej z miejscowości Fusch, albo od strony południowej – z Heiligenblut. My ruszamy od strony Fusch, przejeżdżamy przez bramki i rozpoczynamy niezapomnianą wspinaczkę wśród przepięknych widoków.

Na szczęście ruch nie jest zbyt duży, ponieważ mijanie się z autokarami mogłoby powodować chwilowy bezdech, szczególnie na zakrętach.

Dojeżdżamy do pierwszego punktu widokowego znajdującego się na wysokości 2407 m n.p.m. 

Parkujemy na dość sporym parkingu, żeby bliżej przyjrzeć się tym zapierającym dech w piersiach widokom. Dodatkowo jest tutaj też restauracja – gdyby ktoś zapragnął coś zjeść w tak pięknych okolicznościach przyrody.

Otaczające nas krajobrazy są fantastyczne. Dla mnie to drugie najbardziej malownicze miejsce w Austrii w jakim byłam – na równi z Doliną Krimmler Achental opisaną tutaj: https://cucumbrove.pl/dolina-krimmler-achental-rowerem/

Podchodzimy jeszcze kawałek wyżej, na kolejną platformę widokową. Okazuje się, że Grossglockner Hochalpenstrasse jest dość popularne wśród polskich turystów. Spotykamy całą grupę polskich motocyklistów i dość często daje się słyszeć polski język.

Po dłuższej przerwie ruszamy dalej. Wspinamy się jeszcze chwile w górę, przejeżdżamy przez tunel wydrążony w skale i droga zaczyna opadać w dół…

…aby potem znowu zacząć się wspinać.

W ten sposób docieramy do kulminacyjnego punktu wycieczki – Nationalparkplatz (2369 m n.p.m.) skąd rozpościera się fantastyczna panorama z najwyższym szczytem Austrii – Grossglocknerem (3798 m n.p.m.) w roli głównej. Co więcej możemy też zobaczyć niesamowity jęzor lodowcowy.

Dodatkowo znajduje się tutaj również restauracja, piętrowy parking, czy hotel.

Ponieważ słońce jest coraz niżej, postanawiamy powoli wracać, chociaż z pewnością można by tutaj spędzić klika godzin.

Zatrzymujemy się ponownie w punkcie gdzie mieliśmy pierwszy postój, żeby jeszcze raz spojrzeć na alpejskie szczyty skąpane w promieniach zachodzącego słońca.

Zjeżdżamy dalej w dół. Okazuje się, że to nie jest taka prosta sprawa, bus jest dość ciężki, a my mamy zapakowane z tyłu rowery.

Zaczynamy stresować się, czy nie spalimy hamulców. Ten strach potęguje jeszcze widok kampera jadącego przed nami, któremu zaczyna dymić się z kół.

Postanawiamy zatrzymywać się co jakiś czas, żeby busik trochę odpoczął.

Wbrew pozorom nachylenia tutaj są dość spore. Dużo odcinków to nachylenie na poziomie ok. 10%, są także fragmenty nawet po 15%. Mijamy też sporo znaków ostrzegawczych, aby uważać na hamulce.

Trasa ta jest bardzo wymagająca dla rowerzystów, ale zabawnie obserwuje się rowery zjeżdżające w dół, które osiągają takie prędkości, że wyprzedzają motocykle.

Na szczęście udaje nam się dojechać bezproblemowo do miejsca naszego noclegu.

Grossglockner Hochalpenstrasse jest miejscem, które zdecydowanie polecam odwiedzić podczas wojaży po Austrii. Ja z chęcią przejechałabym tę trasę jeszcze raz, a może kiedyś uda się rowerem…

Przewiń na górę