Madera jest rajem dla osób lubiących uprawiać trekking. Oferuje sporo tras wijących się przez całą wyspę, które poprowadzone są wzdłuż lewad.
A czym są lewady?
Lewady – system kanałów służących do transportowania wody deszczowej z północy Madery na południe. Równolegle do nich budowano ścieżki niezbędne do utrzymania drożności kanałów. Dzięki temu dzisiaj są one wykorzystywane przez piechurów i dostarczają niesamowitych wrażeń.
Co ciekawe takich lewad na Maderze jest około 200, o łącznej długości 3000 km – większości z nich towarzyszy szlak pieszy.
Podczas naszego wyjazdu na Maderę udało nam się przejść lewadę do CaldeirãoVerde, przez którą prowadzi szlak PR9.
Lewada ta znajduje się w północno-wschodniej części wyspy. Trasa rozpoczyna się w parku leśnym Queimadas. Znajdziemy tutaj parking, na którym można zostawić samochód. Dojazd z Funchal to około 45 km (50 min jazdy).
Już po wyjściu z samochodu, możemy zobaczyć chatkę, która architekturą wpasowuje się w charakterystykę domków w Santanie.
Przechodzimy przez parking wprost pod małą kawiarnię. Po drodze mijamy zagrodę ze zwierzakami.
Otaczający nas krajobraz wydaje się być wręcz baśniowy – zieleń, mchy, drewno i kolorowe kwiaty, tworzą niesamowity klimat.
Ruszamy w drogę. Przed nami około 7 km marszu w jedną stronę. Trasa powrotna biegnie dokładnie tą samą ścieżką.
Już od samego początku towarzyszy nam wspomniany wcześniej kanał transportujący wodę, a z każdym krokiem ścieżka robi się coraz węższa.
Wchodzimy w świat wypełniony mchem i opleciony wielkimi paprociami, gdzie słychać jedynie szum płynącej wody oraz śpiew ptaków.
Co jakiś czas otwierają się widoki na zalesione góry. Niestety poranek był dość mglisty, także widoczność też nie była najlepsza, jednak miało to swego rodzaju klimat.
Trasa jest wąska, ale bardzo dobrze przygotowana i dość łatwa. Nie musimy tutaj raczej pokonywać żadnych przewyższeń.
Jedynym utrudnieniem, a dla niektórych pewnie atrakcją, są tunele wykute w zboczach. Dlatego na tej trasie na pewno przyda Wam się latarka.
W końcu po około 7 km wędrówki docieramy do punktu kulminacyjnego wycieczki – laguny z majestatycznym 100-metrowym wodospadem. Naprawdę robi wrażenie…
W tak pięknych okolicznościach przyrody robimy sobie przerwę na wypieki zakupione w maderskiej cukierni. Jest tutaj dość chłodno, także nie rozsiadamy się na zbyt długo.
W drodze powrotnej napotykamy na większą ilość osób. W niektórych miejscach wymijanie się jest dość uciążliwe, szczególnie kiedy mijamy się z większymi grupami, na wąskich odcinkach.
Cała trasa – tam i z powrotem to około 15 km. Poziom trudności oceniamy na dość łatwy. Jest to lekka, przyjemna wycieczka wśród zieleni.
Najpiękniejsza, górska trasa trekkingowa na Maderze? Owszem! Dla mnie osobiście była to najbardziej niesamowita trasa, którą przeszłam do tej pory.
Szlak PR1: Vereda do Areeiro znajduje się w środkowej części wyspy i łączy dwa najwyższe szczyty Madery: Pico Ruivo (1862 m n.p.m.) oraz Pico do Arieiro (1818 m n.p.m.).
Czekaliśmy do ostatniego dnia naszego pobytu na Maderze, żeby trafić na bezchmurny poranek i załapać się na wschód słońca na Pico do Arieiro – co opiszę w kolejnym wpisie. Na szczęście pogoda okazała się być dla nas łaskawa i było przepięknie!
Wyruszamy w drogę jeszcze przed świtem. Trasę rozpoczynamy od wierzchołka Pico do Areeiro, gdzie można dojechać samochodem. Pod samym szczytem znajduje się spory parking oraz schronisko.
Z Funchal jest to około 20 km drogi. Pamiętajmy jednak, że wyjeżdżamy na wysokość ponad 1800 m n.p.m. z praktycznie poziomu 0. Także czeka nas jakieś 40 min jazdy samochodem.
Na Pico Ruivo możemy dostać się na dwa sposoby: trasą zachodnią (krótszą i łatwiejszą), bądź wschodnią (dłuższą i trudniejszą). Akurat w momencie kiedy tam byliśmy szlak wschodni był zamknięty, także nie mieliśmy wyboru.
Szlak zachwyca już od samego początku. Towarzyszą nam wręcz nierealne widoki. Dodatkowo ścieżka jest bardzo dobrze przygotowana, idziemy praktycznie cały czas wyłożonym skalnym chodnikiem, bądź schodami. Natomiast w miejscach gdzie jest większa ekspozycja, cała trasa jest zabezpieczona metalowymi linkami. Daje to spory komfort psychiczny.
Formacje skalne są tutaj bardzo różnorodne i przepiękne, a krajobraz co chwilę się zmienia. Raz czujemy się jak w Wielkim Kanionie, widząc zabarwione na czerwono skały, by zaraz potem wejść w klimat surowych szarych, skalnych zboczy, muśniętych zieloną roślinnością.
Na szlaku nie ma tłumów, co jest dodatkowym atutem – ciekawe czy powodem było to, że wyruszyliśmy na wycieczkę bardzo wcześnie rano. Natomiast zazwyczaj popołudniami nad górami tworzą się chmury, więc jeśli chcemy mieć dobrą widoczność, poleca się spacer w pierwszej części dnia.
Oczywiście przed wyjściem warto sprawdzić widok z kamerki znajdującej się na Pico do Arieiro – jeśli nic nie widać, to zazwyczaj nie ma sensu jechać.
Trasa od samego początku w dużej mierze jest płaska, bądź schodzi w dół. Także jest bardzo przyjemnie.
Oszałamiających widoków po drodze jest tak dużo, że co chwilę by się można było zatrzymywać z aparatem.
Od pewnego momentu szlak biegnie wąską półką skalną, co jakiś czas przechodzi się także przez krótsze lub dłuższe tunele – latarka może się tutaj przydać.
Niesamowite jest też to, że na takiej wysokości napotykamy przepiękne, kolorowe kwiaty, a także – co jest dla nas dość niecodziennym widokiem – sukulenty wyrastające ze skał.
Krajobraz w tej części wyspy totalnie różni się od tego co widzieliśmy pierwszego dnia podczas spaceru po Półwyspie Świętego Wawrzyńca (opis trasy znajdziecie tutaj: Madera| Ponta de Sao Lourenco).
Tak naprawdę będąc w tym miejscu zapominamy, że otacza nas ocean.
Niesamowite jest też to, że na tej małej wyspie możemy znaleźć tak wysokie i różnorodne pod względem formacji, góry.
Ostatni fragment trasy totalnie zmienia charakter – zaczynamy się piąć w górę, po metalowych stopniach, które są tak strome, że czuję się jakbym wchodziła po drabinie. Teraz można się w końcu trochę zmęczyć.
Na szczęście tak „ekstremalnie” jest tylko przez chwilę, wprawdzie trasa nadal idzie cały czas pod górę, ale już nie tak ostro. W końcu podchodzimy teraz na najwyższy punkt na wyspie!
Po około 6 km wędrówki docieramy pod schronisko, ale to jeszcze nie nasza destynacja – stąd na Pico Ruivo mamy jakieś 500 m, oczywiście cały czas pod górę.
W końcu zdobywamy Pico Ruivo! Można powiedzieć, że spacerujemy w chmurach, które gromadzą się nad oceanem. Widoki są równie piękne, jak podczas całej trasy.
Po dłuższym odpoczynku i napawaniu się widokami, schodzimy z powrotem pod schronisko, gdzie można napić się pysznej kawy.
Ponieważ mamy transport z parkingu pod Pico Ruivo (link tutaj: LINK), nie musimy wracać tą samą trasą do Pico do Arieiro, czeka nas teraz jedynie około 2,5 km zejścia.
Zaraz obok parkingu znajdziecie restaurację z bardzo dobrym jedzeniem. Polecam aby zatrzymać się tutaj i posilić po wycieczce.
Dosłownie 5 min po tym jak się rozsiedliśmy, zaczyna padać… także pogoda w pierwszej części dnia trafiła nam się idealnie.
Moim zdaniem przejście trasy PR1 od Pico do Arieiro na Pico Ruivo to obowiązkowy punkt zwiedzania Madery. Każdy kto ją pokonuje jest zachwycony i zauroczony krajobrazem. Szlak nie jest szczególnie wymagający i jest bardzo dobrze przygotowany. Natomiast są na nim spore ekspozycje, także może być wyzwaniem dla osób z lękiem wysokości lub przestrzeni. Ale warto spróbować przejść chociaż pierwszy kilometr, który jest równie piękny.
Z informacji praktycznych – nie dociera tutaj niestety żadna komunikacja miejska, dlatego jedną z opcji dostania się na szlak jest wypożyczenie samochodu lub wykupienie zorganizowanej wycieczki.
Warto też zabrać ze sobą ciepłe ubrania, w górach może być bowiem dużo zimniej niż na dole.