Kontynuując rowerowe szaleństwo w Austrii, postanowiliśmy wybrać się na wycieczkę rowerem wokół Zeller See.
Ponownie byliśmy pozytywnie zaskoczeni przygotowaniem tras rowerowych oraz ich oznakowaniem.
Za punkt startowy obraliśmy miasteczko Niedernsill, gdzie udało nam się bezpłatnie zaparkować busa (to nie ten czerwony…) koło stacji kolejowej.
Sama trasa wokół jeziora wydała nam się zbyt krótka, więc postanowiliśmy ją trochę wydłużyć i zacząć kilka miasteczek wcześniej.
Była to dobra decyzja, ponieważ dzięki temu przejechaliśmy bardzo malowniczym fragmentem Tauernradweg.
Początkowo trasa biegła bocznymi, asfaltowymi uliczkami, na których ruch samochodowy był znikomy. Jeśli chodzi o innych uczestników, mijali nas głównie rowerzyści.
Natomiast widoki były przepiękne! Austriackie łąki i pastwiska z soczystą, zieloną trawą, nad którymi piętrzyły się góry porośnięte lasami.
Jeżeli chodzi o oznakowanie tras, bardzo ciężko byłoby się zgubić, ponieważ na każdym rozdrożu rozstawione były drogowskazy. Dzięki temu bez większego zastanawiania się, mogliśmy jechać przed siebie.
W trakcie wycieczki, co jakiś czas wjeżdżaliśmy do mniejszych lub większych, klimatycznych austriackich miasteczek.
Po przejechaniu około 11 km wjechaliśmy do miejscowości Kaprun. Jest to znany kurort zimowy, leżący u stóp lodowca Kitzsteinhorn, który w końcu także ukazał się naszym oczom.
Dodatkowo ciekawostką jest to, że znajduje się tam najwyżej położony punkt widokowy w Austrii, czyli platforma panoramiczna „Top of Salzburg”, która znajduje się na wysokości 3029 m n.p.m.
Dalsza część trasy, biegła wydzieloną ścieżką rowerową, która była wyłączona z ruchu samochodowego.
Dojechaliśmy nią do rzeki Salzach i dalej aż do głównej drogi. Minęliśmy także lotnisko, a nad naszymi głowami co parę minut przelatywały awionetki, które na nim lądowały.
W końcu po około 18 km pedałowania dojechaliśmy do celu naszej wycieczki, czyli do jeziora Zeller See.
Wokół jeziora poprowadzona jest świetnie przygotowana ścieżka rowerowa oraz piesza. Dodatkowo oferuje ono wiele atrakcji – od żeglowania, przez surfing, po pływanie na desce z wiosłem.
Nie mogliśmy się napatrzeć na błękit wody, w którego tafli odbijały się otaczające jezioro góry. Możecie mi wierzyć lub nie, ale te widoki były wręcz baśniowe. Dlatego warto zobaczyć to na własne oczy.
Jeśli chodzi o infrastrukturę wokół jeziora, to jest ona bardzo dobrze rozwinięta. Znajduje się tam wiele kawiarni i restauracji.
Postanowiliśmy więc zatrzymać się na małe co nieco. Usiedliśmy w ogródku jednej z kawiarni i zamówiliśmy strudel z jabłkami (Apfelstrudel) oraz kawę. Było naprawdę pysznie!
Dalej ruszyliśmy w drogę powrotną, która w większej części prowadziła tą samą trasą.
Cała wycieczka była mało wymagająca technicznie. No może oprócz ilości przejechanych kilometrów. Trasa była raczej płaska, z niewielkimi podjazdami, szczególnie w stronę Zell am See.
Jeżeli ktokolwiek z Was będzie szukał inspiracji na wycieczkę rowerową w Austrii, to serdecznie polecam wybrać się w tę trasę, wśród natury i pięknych krajobrazów.
Jedną z moich ulubionych wycieczek rowerowych w pobliżu Krakowa jest fragment Wiślanej Trasy Rowerowej prowadzący pod Opactwo Benedyktynów w Tyńcu.
Pokonaliśmy tę trasę wielokrotnie, modyfikując ją na wiele sposobów, aż znaleźliśmy idealny wariant, który świetnie sprawdza się w sytuacji gdy chcemy się gdzieś przejechać, bez zastanawiania się nad trasą.
Wycieczka ta nadaje się na krótką popołudniową przejażdżkę, jak i na całodniową wyprawę. Jest również idealna na szosę, ponieważ w całości pokryta jest asfaltem.
Jako punkt startowy obraliśmy dość charakterystyczne miejsce – Krakowskie Błonia, które są sportowym sercem Krakowa. Wiele osób uprawia tam różne dyscypliny, od kolarstwa, poprzez rolkarstwo, bieganie oraz spacery.
Można tam zaparkować samochód i wyruszyć w drogę.
Przejeżdżamy fragmentem Błoń, aby następnie odbić w ul.Kasztelańską, która doprowadzi nas do Wisły.
Wjeżdżamy na Bulwar Rodła, naprzeciwko Podwawelskiego Tramwaju Wodnego i kierujemy się na Most Dębnicki, żeby przedostać się na drugą stronę rzeki.
Z mostu rozciąga się piękny widok na Zamek Królewski na Wawelu, a zaraz za nim rozpoczyna się ścieżka bulwarami wiślanymi, prowadząca do Tyńca.
Rowerowy szlak jest puszczony niemalże bez przerwy po wiślanym wale, stąd też jedziemy bardzo dobrej jakości asfaltem wśród pachnących, zielonych, ukwieconych łąk.
Po jednej stronie cały czas mamy Wisłę oraz pagórki. Na jednym z nich widać wyraźnie odznaczające się na tle błękitnego nieba, białe wieże Klasztoru Ojców Kamedułów na Bielanach
Dojeżdżamy do Toru Kajakarstwa Górskiego – Kolna, przy którym możemy poobserwować trenujących kajakarzy, albo zrobić sobie krótką przerwę.
Obok toru znajduję się mały foodtrack, w którym możemy zakupić coś do picia lub do jedzenia.
Dalej niestety ścieżka się urywa – musimy przedostać się pod obwodnicą. W tym momencie prowadzona jest tam budowa, najprawdopodobniej dalszego fragmentu prowadzącego pod sam klasztor. Dlatego też przejechaliśmy częściowo przez placu budowy i dalej bocznymi ulicami, aby finalnie dotrzeć do celu.
Opactwo Benedyktynów w Tyńcu jest jednym z najstarszych klasztorów w Polsce. Jego powstanie datuje się na 1044r. więc ma już niemal 1000 lat!
Na miejscu można zwiedzić ogólnodostępny kościół klasztorny oraz umówić się na zwiedzanie opactwa z przewodnikiem. Znajduje się tam też Dom Gości, w którym można wynająć pokój, a także restauracja, księgarnia oraz sklepik z produktami benedyktyńskimi – między innymi pysznym zakwasem chlebowym, który jest idealnym orzeźwieniem po wycieczce rowerowej.
Samo miejsce jest bardzo klimatyczne, wyczuwa się w nim pozytywną energię i pozwala się wyciszyć. W sam raz, aby odetchnąć po całym tygodniu…
Jeżeli chodzi o drogę powrotną mamy wiele opcji. Możemy wracać tą samą trasą lub ścieżką poprowadzoną po drugiej stronie Wisły.
Dla osób, którym jeszcze za mało wrażeń, proponujemy nasz ulubiony wariant – droga prowadząca przez Winnicę Srebrna Góra.
Trzeba jednak przygotować się na większy wysiłek fizyczny!
Cofamy się tą samą drogą, aż do obwodnicy. Tam wyjeżdżamy na most puszczony równolegle, który sam w sobie jest bardzo ciekawym obiektem i przedostajemy się na drugą stronę Wisły.
Później ścieżką rowerową wzdłuż ul. Mirowskiej. Fragmentami niestety ścieżka się urywa i trzeba przejechać wzdłuż drogi. Skręcamy w lewo w ul. Księcia Józefa, gdzie czeka nas lekki podjazd, a następnie zjeżdżamy w rzadko uczęszczaną przez samochody Aleję Wędrowników.
Droga ta przecina wzgórze porośnięte winoroślą Winnicy Srebrna Góra oraz rozciągający się widok na Kraków.
Bardzo efektowne miejsce również o zachodzie słońca.
Jeżeli nie chcemy podjeżdżać pod Klasztor Ojców Kamedułów na Bielanach, musimy odbić drogą w lewo, gdzie wjeżdżamy do parku.
Tam czeka na nas mozolny podjazd, ale bardzo sympatyczną, asfaltową drogą wśród drzew, wyłączoną z ruchu samochodowego.
W pewnym momencie dojeżdżamy do rozstaju dróg, na którym możemy jeszcze odbić na Kopiec Józefa Piłsudskiego lub jechać w stronę ZOO. Niestety na sam kopiec nie można wyjechać rowerem, ale można go tam wyprowadzić.
Z wierzchołka rozciąga się cudowny widok na cały Kraków.
Na załączonym śladzie GPX kierujemy się jednak już bezpośrednio w stronę Krakowskiego ZOO, skąd czeka nas długi zjazd w dół, aż do Parku Decjusza – po którym też polecam się pokręcić.
Następnie ul. Jesioniową, potem wzdłuż rzeki Rudawa i ul. Armii Krajowej, dojeżdżamy aż pod Rondo Ofiar Katynia. Oczywiście jadąc cały czas wzdłuż Rudawy (nie odbijając w ul. Odlewniczą) dojedziemy do punktu startowego – czyli pod Błonia Krakowskie.
Gorąco zachęcam do wykorzystania tej trasy, jako pomysłu na spokojną przejażdżkę (szczególnie pierwszy fragment).
Myślę, że jest to bardzo sympatyczna i widokowa wycieczka.
Ślad wycieczki zapisany w aplikacji Garmin Connect