Jeżeli Wy również jesteście pizzowymi łasuchami, szczerze mogę polecić Wam przepyszne miejsce na mapie Sopotu. Pizzeria Prosto Pizza i Piwo – zlokalizowana zaraz koło dworca kolejowego.
Jak sama nazwa wskazuje, znajdziecie tam głównie pizzę i piwo, które są idealnym duetem.
W menu możecie znaleźć około 20 różnych wariacji smakowych.
Próbowaliśmy już wielu z nich, ale zdecydowanie mamy tutaj swoich dwóch faworytów:
Tartufo – czyli pizza z mascarpone, czarną pastą truflową, pieczarkami i mozzarellą.
Smak jest niesamowicie kremowy, a pasta truflowa jeszcze bardziej podkręca aromat pieczarek. Co więcej odkąd pani kelnerka zasugerowała nam, żeby dobrać jako dodatek pikantne salami – rozkochaliśmy się w tej pizzy ponownie.
Drugą naszą ulubioną, również z nieoczywistymi składnikami, jest pizza Salsiccia e Friarielli.
Włoska kiełbasa, dzikie brokuły, parmezan i mozzarella. Połączenie tych dwóch pierwszych produktów jest bardzo przyjemne dla kubków smakowych.
Na pewno nie dostaniecie tutaj pizzy neapolitańskiej – ciasto jest cienkie i chrupiące, co nam bardzo odpowiada, bo osobiście nie przepadamy za ciągnącym się ciastem.
Dodatkowym atutem jest to, że pizza powstaje na naszych oczach – pizzerman kręci placek za szybą, więc można go obserwować bezpośrednio z sali.
Tak jak wcześniej wspominałam, knajpa serwuje również bardzo dobre piwo. Nam bardzo posmakował Primator.
Na miejscu można też wypić bardzo dobre drinki.
A teraz garść praktycznych informacji.
Jeżeli chodzi o ceny, są bardzo przystępne i niewygórowane. Za pizzę zapłacimy około 20 – 30 zł.
Obecnie knajpa funkcjonuje w modelu z dostawą/na wynos. Jeżeli zamawiacie z odbiorem własnym, dodatkowo dostajecie 10% zniżki.
Czas oczekiwania jest bardzo krótki, za każdym razem jak dzwonimy, zamówienie jest gotowe do odbioru w ciągu 10 min – bez względu na to czy jest to środek tygodnia, czy weekend.
Gorąco zachęcam do odwiedzenia tego miejsca, gdybyście nabrali ochotę na pizzę. Dla mnie jest to najlepsza pizza jaką znalazłam w Trójmieście.
„Morza szum, ptaków śpiew, złota plaża pośród drzew…” – jak to śpiewał zespół Czerwone Gitary.
W dużym przybliżeniu się zgadza.
Rezerwat Przyrody Beka jest bowiem rezerwatem położonym nad Zatoką Pucką, w którym występuje około 200 gatunków ptaków.
Jeżeli chodzi o żurawi klangor – klangor jest to fachowa nazwa odgłosu jaki te ptaki wydają. Niestety o tej porze roku – w listopadzie – raczej już żurawi nie spotkamy, ale można zobaczyć i usłyszeć wiele innych.
Naszą wycieczkę rowerową rozpoczynamy z „parkingu” koło Drogi wewnętrznej elektrociepłowni Gdynia, która odbija od ul. Rumskiej – tam też zaczyna się nasz szlak rowerowy. Miejsc parkingowych nie ma za wiele, ale udaje nam się bez problemu zostawić auto.
Droga ta jest wyłączona z ruchu samochodowego i wyłożona dość dobrym asfaltem. Jedziemy wśród ciągnących się po horyzont łąk, mijając nie tylko rowerzystów, ale też biegaczy i osoby spacerujące z kijkami.
Następnie dojeżdżamy do ul. Gdyńskiej, którą musimy przekroczyć i dalej wjeżdżamy ponownie na ścieżkę rowerową. Jedziemy wśród przepięknych, jesiennych kolorów, które są jeszcze bardziej wzmocnione przez złociste promienie słońca.
Na początku droga rowerowa nie jest zbyt dobrze oznakowana, jednak w momencie gdy wjeżdżamy do Rezerwatu Beka, znaki będą towarzyszyć nam aż do samego Pucka.
Przez rezerwat jedziemy po betonowych płytach, gdzie otacza nas bezkres łąk, a po prawej stronie w oddali majaczą wody Zatoki Puckiej.
Następnie mijamy kolejne tablice edukacyjne, mówiące o tym jakie gatunki ptaków czy roślin można spotkać w rezerwacie, jednocześnie obserwując przepiękne klucze ptaków odznaczające się na tle błękitu nieba.
Po drodze widzimy także ścieżki prowadzące w głąb rezerwatu, jednak nie można tam wjeżdżać rowerem. Trzeba go zostawić przed wejściem i udać się dalej pieszo.
Następnie dojeżdżamy do mniej przyjemnego odcinka, który prowadzi po dość mocno poturbowanej i dziurawej drodze. Jedziemy nią przez Osłonino, aż do Rzucewa, aż wreszcie docieramy do brzegu Zatoki Puckiej, bardzo malowniczego miejsca.
Znajduje się tam także Osada Łowców Fok pochodząca z V – II tys. p.n.e i odkryta w 1894r.
Jest to park kulturowy ze ścieżką dydaktyczną na świeżym powietrzu oraz w którym znajdziemy też wystawy tematyczne.
Następnie wjeżdżamy do lasu, na dość wąską ścieżkę prowadzącą wśród młodych drzew.
W końcu docieramy na asfalt i jedziemy wśród rozległych pól, w całości pokrytych babim latem, które skrzy się w promieniach słońca.
Dalej wjeżdżamy na trasę rowerową biegnącą równolegle do drogi, ale wydzieloną dla ruchu pieszego i rowerowego.
Ostatecznie docieramy do celu naszej podróży – Molo w Pucku.
W restauracji na molo możemy zjeść rozgrzewającą rybną zupę. W pobliżu jest też wiele budek z lodami, goframi, itd. O tej porze roku niestety większość jest zamknięta, ale w jednej z nich możemy kupić ciepłą kawę, a nawet grzańca.
Chwila oddechu na ławce w słońcu, posilamy się i ruszamy z powrotem.
Droga powrotna w większości prowadzi tą samą trasą.
Wyjeżdżając z Pucka, znajdujemy jeszcze trasę rowerową bliżej wód Zatoki Puckiej. Okazuje się, ze ścieżka w większości jest to wydeptana trasa prowadząca z jednej strony wzdłuż pól rolnych, po drugiej stronie mamy urwisko i Zatokę.
Chwilami zamienia się ona w krótkie strome zjazdy albo podjazdy w lesie. Jednak ostatecznie dociera się do punktu z którego rozpościera się bardzo ładny widok na Zatokę z góry.
W drodze powrotnej odbijamy jeszcze na chwilę, żeby zobaczyć Zamek w Rzucewie.
Jest to Zamek Jan III Sobieskiego, w którym znajduje się restauracja oraz hotel.