Cucumbrove

Travelling. Cycling. Hiking. Eating.

Europa

Offroad - Land Roverem przez Maderę

Trasa: Południowo-zachodnia część wyspy

Dystans: 120 km

Czas: 8h

Offroad na Maderze? Czemu nie!

Wycieczka Land Roverem z Dragon Tree Travel po południowo-zachodniej części wyspy, była jednym z lepszych doświadczeń podczas naszego pobytu na Maderze. 

Dragon Tree Travel organizuje różne wycieczki po Maderze z perspektywy jej mieszkańców. Dzięki przemieszczaniu się samochodami terenowymi, po starych, malowniczych drogach – docierają tam, gdzie zwykły turysta nie dojedzie samochodem osobowym. 

My wybraliśmy opcję „Biegun Ciepła” opisywaną jako zwiedzanie trudno dostępnej i najcieplejszej części wyspy.

Dodatkowo wycieczki te organizuje Polak (właściciel firmy). Jak sam zaznaczał, w tym momencie jedynie dla polskojęzycznych grup. Spotkaliśmy podczas naszego pobytu na Maderze bardzo dużo naszych rodaków, więc chętnych raczej nie brakuje.

Samochody zazwyczaj podjeżdżają po każdego pod jego miejsce zakwaterowania. Kiedy wszystkie auta pozbierają już swoich pasażerów, spotykają się w jednym miejscu, w którym rozpoczyna się wycieczka.

Link do strony z ofertą i opisem znajdziecie tutaj: https://www.dragontreetravel.com/

Cała zabawa polega na tym, że jedziemy w grupie 3 samochodów, które połączone są ze sobą za pomocą bezprzewodowego, cyfrowego systemu. Pierwsze auto prowadzone jest przez polskiego przewodnika, który opowiada co widzimy dookoła siebie. Oprócz tego dzieli się swoimi doświadczeniami z życia na Maderze oraz różnymi anegdotami. Dzięki bezprzewodowemu nagłośnieniu, przewodnika słychać jednocześnie we wszystkich samochodach.

Najlepsza część podróży to oczywiście jazda po bezdrożach! Można podziwiać wszystko co nas otacza na stojąco dzięki otwartym dachom i dodatkowym uchwytom.

Początkowo przejechaliśmy przez ogromne plantacje bananów, następnie wjechaliśmy do lasu i pięliśmy się w górę wśród zielonych pagórków i pasących się na nich dzikich krów.

Jedną z ciekawostek było to, że mięso tych krów jest bardzo drogie i najlepsze, dzięki bezstresowym warunkom w jakich żyją. Także sposób w jaki są łapane, żeby ich nie zestresować, jest bardzo zaskakujący.

Wyjechaliśmy na tyle wysoko, że na horyzoncie wyłonił się Ocean Atlantycki. Jak zwykle Madera nie zawiodła widokami, dodatkowo pogoda była idealna!

Zatrzymaliśmy się na chwilę na niesamowitym punkcie widokowym. Pośrodku niczego, zero dodatkowych ludzi, tylko cisza, spokój i piękny krajobraz…

Następny przystanek z widokiem na najwyższe góry Madery oraz malownicze serpentyny. Tutaj jednak już mniej dziko, ponieważ można dostać się do tego punktu krętą asfaltową drogą.

Na szczęście ponownie zbaczamy na bezdroża, którymi docieramy do małego baru. Robimy krótką przerwę na jedyną w swoim rodzaju ponchę.

Więcej szczegółów o tym lokalnym drinku we wpisie https://cucumbrove.pl/madera-maderska-kuchnia/ 

Dalej docieramy do kolejnych pięknych punktów widokowych. Opcja otwartego dachu w samochodach daje też super swobodę. Można złapać trochę promieni słońca, poczuć wiatr we włosach i jeszcze łatwiej podziwiać przepiękne widoki.

Dodatkowo krajobraz cały czas się zmienia. Najwyższe góry, Ocean Atlantycki, a nawet jedyny na Maderze płaskowyż na wysokości 1400 m n.p.m. – Paul de Serra porośnięty trawą i wrzoścami.

Naszym kolejnym przystankiem jest najdalej wysunięty na zachód przylądek wyspy – Ponta do Pargo, z którego również rozciągają się niesamowite widoki. 

Do punktu docieramy schodząc wśród żywo zielonych traw. I tutaj bądźcie przygotowani, bo nas zaskoczyła obecność kleszczy!

Stąd możemy obserwować zapierający dech widok na wysunięty klif, ocean mieniący się we wszystkich odcieniach niebieskiego oraz kaktusy.

Podczas wycieczki przewidziany jest też obiad – oczywiście w lokalnej restauracji z przepyszną espadą (lokalny przysmak – ryba głębinowa podawana ze smażonym bananem i ziemniakami).

Odwiedzamy też bardzo klimatyczną, tradycyjną, rybacką wioskę – gdzie urządzamy sobie krótki spacer.

Wycieczka zajmuje cały dzień i kosztuje około 50 euro za osobę. Jednak biorąc pod uwagę niezapomniane doświadczenie i bajeczne widoki, zdecydowanie warto.

Przewodnik jest bardzo interesującą osobą i potrafi w ciekawy sposób przemycać różne informacje.

Bez dwóch zdań podjęłabym drugi raz taka samą decyzję i wybrałabym się na offroad po Maderze.

Jeżeli planujecie wyjazd na Maderę, polecam wybrać się z nimi na chociaż jedną z wycieczek. Jest to też bardzo fajna opcja dla osób, które nie chcą same wynajmować auta, by poruszać się po wyspie.

Ślad wycieczki zapisany w aplikacji Garmin Connect

Lewada Caldeirão Verde (PR9)

Trasa: PR9 – Parque Florestal das Queimadas – Wodospad Verde Caldeirão (droga wzdłuż lewady tam i z powrotem)  

Dystans:  14,5 km

Czas: 4h

Madera jest rajem dla osób lubiących uprawiać trekking. Oferuje sporo tras wijących się przez całą wyspę, które poprowadzone są wzdłuż lewad.

A czym są lewady?

Lewady – system kanałów służących do transportowania wody deszczowej z północy Madery na południe. Równolegle do nich budowano ścieżki niezbędne do utrzymania drożności kanałów. Dzięki temu dzisiaj są one wykorzystywane przez piechurów i dostarczają niesamowitych wrażeń.

Co ciekawe takich lewad na Maderze jest około 200, o łącznej długości 3000 km – większości z nich towarzyszy szlak pieszy.

Podczas naszego wyjazdu na Maderę udało nam się przejść lewadę do Caldeirão Verde, przez którą prowadzi szlak PR9.

Lewada ta znajduje się w północno-wschodniej części wyspy. Trasa rozpoczyna się w parku leśnym Queimadas. Znajdziemy tutaj parking, na którym można zostawić samochód. Dojazd z Funchal to około 45 km (50 min jazdy).

Link do parkingu: https://goo.gl/maps/uZDBEfx9b9285dZ3A

Już po wyjściu z samochodu, możemy zobaczyć chatkę, która architekturą wpasowuje się w charakterystykę domków w Santanie.

Przechodzimy przez parking wprost pod małą kawiarnię. Po drodze mijamy zagrodę ze zwierzakami.

Otaczający nas krajobraz wydaje się być wręcz baśniowy – zieleń, mchy, drewno i kolorowe kwiaty, tworzą niesamowity klimat.

Ruszamy w drogę. Przed nami około 7 km marszu w jedną stronę. Trasa powrotna biegnie dokładnie tą samą ścieżką.

Już od samego początku towarzyszy nam wspomniany wcześniej kanał transportujący wodę, a z każdym krokiem ścieżka robi się coraz węższa.

Wchodzimy w świat wypełniony mchem i opleciony wielkimi paprociami, gdzie słychać jedynie szum płynącej wody oraz śpiew ptaków.

Co jakiś czas otwierają się widoki na zalesione góry. Niestety poranek był dość mglisty, także widoczność też nie była najlepsza, jednak miało to swego rodzaju klimat.

Trasa jest wąska, ale bardzo dobrze przygotowana i dość łatwa. Nie musimy tutaj raczej pokonywać żadnych przewyższeń. 

Jedynym utrudnieniem, a dla niektórych pewnie atrakcją, są tunele wykute w zboczach. Dlatego na tej trasie na pewno przyda Wam się latarka.

W końcu po około 7 km wędrówki docieramy do punktu kulminacyjnego wycieczki – laguny z majestatycznym 100-metrowym wodospadem. Naprawdę robi wrażenie…

W tak pięknych okolicznościach przyrody robimy sobie przerwę na wypieki zakupione w maderskiej cukierni. Jest tutaj dość chłodno, także nie rozsiadamy się na zbyt długo.

W drodze powrotnej napotykamy na większą ilość osób. W niektórych miejscach wymijanie się jest dość uciążliwe, szczególnie kiedy mijamy się z większymi grupami, na wąskich odcinkach.

Cała trasa – tam i z powrotem to około 15 km. Poziom trudności oceniamy na dość łatwy. Jest to lekka, przyjemna wycieczka wśród zieleni. 

Może nie zobaczy się tutaj tak spektakularnych widoków jak na trasie w górach – między Pico de Arieiro a Pico Ruivo – trasa PR1, o której więcej możecie przeczytać tutaj: https://cucumbrove.pl/madera-pico-do-arieiro-pico-ruivo-pr1/, bądź na trasie PR8 poprowadzonej przez Ponta de Sao Lourenco – więcej tutaj:  https://cucumbrove.pl/madera-ponta-de-sao-lourenco/

Jednak warto przejść się chociaż jedną ze ścieżek poprowadzoną wzdłuż lewad, dla samego doświadczenia. 

Ślad wycieczki zapisany w aplikacji Garmin Connect
Profil przewyższenia z aplikacji Garmin Connect

Pico do Arieiro - Pico Ruivo (PR1)

Trasa: PR1 – Pico do Arieiro -> Pico Ruivo -> Parking PR1.2 Achada do Teixeira

Dystans:  9,80 km

Przewyższenia: 619 m

Czas: 3h 30min

Najpiękniejsza, górska trasa trekkingowa na Maderze? Owszem! Dla mnie osobiście była to najbardziej niesamowita trasa, którą przeszłam do tej pory.

Szlak PR1: Vereda do Areeiro znajduje się w środkowej części wyspy i łączy dwa najwyższe szczyty Madery: Pico Ruivo (1862 m n.p.m.) oraz Pico do Arieiro (1818 m n.p.m.).

Czekaliśmy do ostatniego dnia naszego pobytu na Maderze, żeby trafić na bezchmurny poranek i załapać się na wschód słońca na Pico do Arieiro – co opiszę w kolejnym wpisie. Na szczęście pogoda okazała się być dla nas łaskawa i było przepięknie!

Wyruszamy w drogę jeszcze przed świtem. Trasę rozpoczynamy od wierzchołka Pico do Areeiro, gdzie można dojechać samochodem. Pod samym szczytem znajduje się  spory parking oraz schronisko.

Z Funchal jest to około 20 km drogi. Pamiętajmy jednak, że wyjeżdżamy na wysokość ponad 1800 m n.p.m. z praktycznie poziomu 0. Także czeka nas jakieś 40 min jazdy samochodem. 

Link do parkingu: LINK

Przy schronisku znajdziemy mapę. 

Na Pico Ruivo możemy dostać się na dwa sposoby: trasą zachodnią (krótszą i łatwiejszą), bądź wschodnią (dłuższą i trudniejszą). Akurat w momencie kiedy tam byliśmy szlak wschodni był zamknięty, także nie mieliśmy wyboru.

Szlak zachwyca już od samego początku. Towarzyszą  nam wręcz nierealne widoki. Dodatkowo ścieżka jest bardzo dobrze przygotowana, idziemy praktycznie cały czas wyłożonym skalnym chodnikiem, bądź schodami. Natomiast w miejscach gdzie jest większa ekspozycja, cała trasa jest zabezpieczona metalowymi linkami. Daje to spory komfort psychiczny.

Formacje skalne są tutaj bardzo różnorodne i przepiękne, a krajobraz co chwilę się zmienia. Raz czujemy się jak w Wielkim Kanionie, widząc zabarwione na czerwono skały, by zaraz potem wejść w klimat surowych szarych, skalnych zboczy, muśniętych zieloną roślinnością.

Na szlaku nie ma tłumów, co jest dodatkowym atutem – ciekawe czy powodem było to, że wyruszyliśmy na wycieczkę bardzo wcześnie rano. Natomiast zazwyczaj popołudniami nad górami tworzą się chmury, więc jeśli chcemy mieć dobrą widoczność, poleca się spacer w pierwszej części dnia.

Oczywiście przed wyjściem warto sprawdzić widok z kamerki znajdującej się na Pico do Arieiro – jeśli nic nie widać, to zazwyczaj nie ma sensu jechać.

Trasa od samego początku w dużej mierze jest płaska, bądź schodzi w dół.  Także jest bardzo przyjemnie.

Oszałamiających widoków po drodze jest tak dużo, że co chwilę by się można było zatrzymywać z aparatem.

Od pewnego momentu szlak biegnie wąską półką skalną, co jakiś czas przechodzi się także przez krótsze lub dłuższe tunele – latarka może się tutaj przydać.

Niesamowite jest też to, że na takiej wysokości napotykamy przepiękne, kolorowe kwiaty, a także – co jest dla nas dość niecodziennym widokiem – sukulenty wyrastające ze skał.

Krajobraz w tej części wyspy totalnie różni się od tego co widzieliśmy pierwszego dnia podczas spaceru po Półwyspie Świętego Wawrzyńca (opis trasy znajdziecie tutaj: Madera| Ponta de Sao Lourenco).

Tak naprawdę będąc w tym miejscu zapominamy, że otacza nas ocean.

Niesamowite jest też to, że na tej małej wyspie możemy znaleźć tak wysokie i różnorodne pod względem formacji, góry.

Ostatni fragment trasy totalnie zmienia charakter – zaczynamy się piąć w górę, po metalowych stopniach, które są tak strome, że czuję się jakbym wchodziła po drabinie. Teraz można się w końcu trochę zmęczyć. 

Na szczęście tak „ekstremalnie” jest tylko przez chwilę, wprawdzie trasa nadal idzie cały czas pod górę, ale już nie tak ostro. W końcu podchodzimy teraz na najwyższy punkt na wyspie!

Po około 6 km wędrówki docieramy pod schronisko, ale to jeszcze nie nasza destynacja – stąd na Pico Ruivo mamy jakieś 500 m, oczywiście cały czas pod górę.

W końcu zdobywamy Pico Ruivo! Można powiedzieć, że spacerujemy w chmurach, które gromadzą się nad oceanem. Widoki są równie piękne, jak podczas całej trasy.

Po dłuższym odpoczynku i napawaniu się widokami, schodzimy z powrotem pod schronisko, gdzie można napić się pysznej kawy. 

Ponieważ mamy transport z parkingu pod Pico Ruivo (link tutaj: LINK), nie musimy wracać tą samą trasą do Pico do Arieiro, czeka nas teraz jedynie około 2,5 km zejścia.

Zaraz obok parkingu znajdziecie restaurację z bardzo dobrym jedzeniem. Polecam aby zatrzymać się tutaj i posilić po wycieczce.

Dosłownie 5 min po tym jak się rozsiedliśmy, zaczyna padać… także pogoda w pierwszej części dnia trafiła nam się idealnie.

Moim zdaniem przejście trasy PR1 od Pico do Arieiro na Pico Ruivo to obowiązkowy punkt zwiedzania Madery. Każdy kto ją pokonuje jest zachwycony i zauroczony krajobrazem. Szlak nie jest szczególnie wymagający i jest bardzo dobrze przygotowany. Natomiast są na nim spore ekspozycje, także może być wyzwaniem dla osób z lękiem wysokości lub przestrzeni. Ale warto spróbować przejść chociaż pierwszy kilometr, który jest równie piękny.

Z informacji praktycznych – nie dociera tutaj niestety żadna komunikacja miejska, dlatego jedną z opcji dostania się na szlak jest wypożyczenie samochodu lub wykupienie zorganizowanej wycieczki. 

Warto też zabrać ze sobą ciepłe ubrania, w górach może być bowiem dużo zimniej niż na dole.

Niemniej jednak, na pewno warto!

Zapraszam też do moich poprzednich wpisów z wyspy wiecznej wiosny: Madera | Fanal – magiczny las

Ślad wycieczki zapisany w aplikacji Garmin Connect
Profil przewyższenia z aplikacji Garmin Connect

Fanal - Magiczny las

Trasa: Spacer po lesie Fanal

Magiczny, baśniowy, tajemniczy, niepokojący… a zarazem pociągający, rodem nie z tej ziemi – Las Fanal. 

Jest to kolejne niesamowite miejsce, którym zaskakuje nas Madera.

Las Fanal – nazywany inaczej lasem mglistym, bądź bardziej naukowo, lasem wawrzynolistnym. Położony w północno – zachodniej części wyspy i oddalony o około 50 km od stolicy Funchal.

Las znajduje się na górskim płaskowyżu Paul da Serra, na wysokości 1150 m n.p.m.

Znajdziecie tutaj niewielki parking, gdzie można zostawić samochód, aby kilka metrów dalej wejść do lasu.

Link do parkingu: https://goo.gl/maps/WDw4M8quDYFEPGdA9

Jadąc w to miejsce trzeba być przygotowanym na wszystko!

Przede wszystkim zmienna temperatura. Wyjechaliśmy z Porto Moniz, w którym było ponad 20 stopni. Natomiast, gdy dojeżdżaliśmy na miejsce, nagle wjechaliśmy w gęstą mgłę, a termometr w aucie pokazywał, że na zewnątrz jest 8 stopni…

Po drodze uważajcie też na wyłaniające się nagle z mgły krowy, które spacerują wzdłuż asfaltu oraz pasą się gdzieniegdzie w lesie.

Co ciekawe – las Fanal został wpisany w 1999r. na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Lasy mgliste bowiem stanowią jedynie 1% wszystkich lasów na świecie!

Jeżeli chodzi o Maderę, lasy wawrzynolistne (laurowe) zajmują około 16% powierzchni wyspy.

Dodatkowo Fanal jest głównym źródłem słodkiej wody pitnej, rozprowadzanej po całej wyspie słynnymi lewadami. 

Lewady – system koryt (otwartych, niewielkich kanałów) służących do transportowania wody deszczowej z północy na południe wyspy. Więcej informacji oraz opis wycieczki wzdłuż jednej z nich znajdziecie tutaj: https://cucumbrove.pl/madera-levada-do-caldeirao-verde-pr-9/

Wybraliśmy się na miejsce po południu, ponieważ wyczytaliśmy, że zarówno rano i wieczorem można trafić na las pogrążony we mgle, co nadaje mu tego niesamowitego klimatu.

Nie spodziewaliśmy się jednak, że mgła będzie aż tak gęsta…

Już od pierwszych kroków postawionych w lesie mglistym czujemy się jak w baśni. 

Jaskrawozielony, puszysty mech, który ugina się pod stopami oraz przedziwnie pokręcone drzewa owiane magiczną mgłą.

Drzewa są tutaj bardzo charakterystyczne i wyglądają całkiem inaczej w stosunku do tych, które znałam do tej pory. Mają ciemnozielone, wręcz skórzane liście, a pnie i gałęzie otulone są porostami.

Nie zapuszczamy się zbyt daleko, ponieważ mgła jest naprawdę gęsta i zaczyna padać mżawka. Ale nawet krótka pętelka w tym miejscu, pozwala wczuć się w ten niesamowity klimat.

Wyjątkowe miejsce, baśniowy klimat, zdecydowanie warte odwiedzenia podczas eksplorowania Madery!

Kolejny wpis z serii o Maderze znajdziecie tutaj: Madera| Ponta de Sao Lourenco

Ponta de Sao Lourenco

Trasa: PR8 – Ponta de Sao Lourenco – Półwysep Świętego Wawrzyńca (trasa tam i z powrotem, powrót tą samą drogą)

Dystans:  8,7 km

Przewyższenia: 502 m

Czas: 3h 30min

Madera zwana wyspą wiecznej wiosny, od dłuższego czasu była na mojej liście miejsc, które bardzo chciałam odwiedzić.

Pewnego zimowego wieczoru  trafiłam na filmiki na YouTube nagrywane na Maderze, co popchnęło mnie potem do czytania różnych blogów opisujących wyspę. Już wtedy wiedziałam, że to będzie mój cel na ten rok.

Ponta de Sao Lourenco był wymieniany praktycznie przez każdego, jako obowiązkowy punkt do odwiedzenia – od niego też rozpoczęliśmy eksplorowanie Madery.

Ponta de Sao Lourenco – inaczej nazywany Półwyspem Świętego Wawrzyńca, jest to najdalej wysunięty na wschód kraniec Madery.

Dojazd do początku szlaku jest bardzo dobry – żeby dotrzeć na miejsce z Funchal, trzeba przebyć niespełna 35 km. Oczywiście najwygodniej dostać się tam samochodem.

Po drodze mamy okazję przejechać pod płytą lotniska, która na Maderze znajduje się na potężnych, betonowych filarach. Ta niesamowita konstrukcja naprawdę robi wrażenie.

Na końcu asfaltowej drogi znajduje się darmowy parking, na którym bez problemu znaleźliśmy wolne miejsce.

Link do parkingu: https://goo.gl/maps/uZDBEfx9b9285dZ3A

Już po wyjściu z samochodu, rozpościera się przed nami niesamowity krajobraz. Wprawdzie bujna roślinność zanika, natomiast widok na ocean, cały półwysep i klify naprawdę zapiera dech w piersiach.

Poruszamy się szlakiem PR8 i mamy do pokonania łącznie około 8 km. Półwyspem biegnie tylko jedna wyznaczona trasa. Z tego też powodu trzeba wrócić dokładnie tą samą drogą. 

Początkowo szlak bardzo przypomina nam bieszczadzkie połoniny. Wyłożona kamienna ścieżka, dookoła jedynie trawy i lekkie wzniesienia – z jedną różnicą, gdzieniegdzie wyłaniającym się Oceanem Atlantyckim.

Z każdym kolejnym krokiem krajobraz staje się jeszcze piękniejszy. 

Polecam czasem zboczyć z głównego szlaku, w ten sposób można dotrzeć np. na brzeg klifu i złapać inną perspektywę.

Zachwycające są nie tylko widoki, ale też niesamowite formacje skalne, kolory skał, ziemi… To wszystko Madera zawdzięcza swojemu wulkanicznemu pochodzeniu.

Trasa jest bardzo dobrze przygotowana i dość łatwa. Cały czas wprawdzie idziemy w górę i w dół, ale te przewyższenia są raczej niewielkie. 

Mimo tego warto zarezerwować sobie na tę wycieczkę więcej czasu, żeby na spokojnie napawać się tymi nadzwyczajnymi widokami.

Ciekawe jest też to, że podczas wędrówki człowiek zapomina, że znajduje się na wyspie, na środku oceanu. Przez chwile można się poczuć się tutaj jak w górach.

Dodatkowo zdecydowanie mogę stwierdzić, że są to najpiękniejsze widoki, jakich do tej pory doświadczyłam w życiu. Pionowe klify schodzące wprost do oceanu, fale rozbijające się na wyrastających nagle niecodziennych formacjach skalnych, kolorowe kwiaty rosnące samotnie na skałach…

Zresztą nie ma co tutaj dużo pisać, zdjęcia mówią same za siebie.

Przed ostatnim, chyba najbardziej ambitnym podejściem, trafiamy na drogowskaz, który ku naszemu zaskoczeniu, wskazuje drogę do baru. I faktycznie w oddali, przed nami, majaczy mała oaza – budynek otoczony palmami.

Decydujemy, że wstąpimy tam w drodze powrotnej.

Atakujemy Ponta do Furado, jednak podejście okazuje się całkiem przyjemne. Wreszcie docieramy do punktu, gdzie już dalej iść nie można. 

Wprawdzie przed nami widać jeszcze kilka wysepek, jednak są one oddzielone od półwyspu i nie da się na nie przedostać.

To naprawdę niebywałe uczucie, stać tutaj w tym miejscu.

Pogoda tutaj również jest bardzo zmienna i wietrzna. Tak naprawdę trzeba być przygotowanym zarówno na upał jak i porywy chłodnego wiatru.

Pora ruszać z powrotem! 

Schodzimy do wspomnianej wcześniej oazy, gdzie można posilić się bardzo dobrymi ciachami oraz skosztować tradycyjnego maderskiego trunku – Poncha. Została ona swoją drogą moim ulubionym drinkiem.

Na koniec jeszcze kilka ujęć z drogi powrotnej.

Z góry dostrzegamy jeszcze kamienistą plażę, na którą decydujemy się odbić ze szlaku.

Można tutaj zażyć kąpieli w oceanie, albo przynajmniej schłodzić nogi po odbytej wędrówce. 

Cała wycieczka była mało wymagająca kondycyjnie. Największą trudnością było chyba powstrzymywanie się, by nie zatrzymywać się co chwilę i nie wyciągać aparatu.

My byliśmy tam na początku maja. Temperatura była optymalna, tak samo zresztą jak ilość ludzi na szlakach.

Ponta de Sao Lourenco jest niezwykłym miejscem, które obfituje w niezapomniane widoki i jest dość łatwo dostępne dla wszystkich.

Ślad wycieczki zapisany w aplikacji Garmin Connect
Profil przewyższenia z aplikacji Garmin Connect
Przewiń na górę