„Morza szum, ptaków śpiew, złota plaża pośród drzew…” – jak to śpiewał zespół Czerwone Gitary.
W dużym przybliżeniu się zgadza.
Rezerwat Przyrody Beka jest bowiem rezerwatem położonym nad Zatoką Pucką, w którym występuje około 200 gatunków ptaków.
Jeżeli chodzi o żurawi klangor – klangor jest to fachowa nazwa odgłosu jaki te ptaki wydają. Niestety o tej porze roku – w listopadzie – raczej już żurawi nie spotkamy, ale można zobaczyć i usłyszeć wiele innych.
Naszą wycieczkę rowerową rozpoczynamy z „parkingu” koło Drogi wewnętrznej elektrociepłowni Gdynia, która odbija od ul. Rumskiej – tam też zaczyna się nasz szlak rowerowy. Miejsc parkingowych nie ma za wiele, ale udaje nam się bez problemu zostawić auto.
Droga ta jest wyłączona z ruchu samochodowego i wyłożona dość dobrym asfaltem. Jedziemy wśród ciągnących się po horyzont łąk, mijając nie tylko rowerzystów, ale też biegaczy i osoby spacerujące z kijkami.
Następnie dojeżdżamy do ul. Gdyńskiej, którą musimy przekroczyć i dalej wjeżdżamy ponownie na ścieżkę rowerową. Jedziemy wśród przepięknych, jesiennych kolorów, które są jeszcze bardziej wzmocnione przez złociste promienie słońca.
Na początku droga rowerowa nie jest zbyt dobrze oznakowana, jednak w momencie gdy wjeżdżamy do Rezerwatu Beka, znaki będą towarzyszyć nam aż do samego Pucka.
Przez rezerwat jedziemy po betonowych płytach, gdzie otacza nas bezkres łąk, a po prawej stronie w oddali majaczą wody Zatoki Puckiej.
Następnie mijamy kolejne tablice edukacyjne, mówiące o tym jakie gatunki ptaków czy roślin można spotkać w rezerwacie, jednocześnie obserwując przepiękne klucze ptaków odznaczające się na tle błękitu nieba.
Po drodze widzimy także ścieżki prowadzące w głąb rezerwatu, jednak nie można tam wjeżdżać rowerem. Trzeba go zostawić przed wejściem i udać się dalej pieszo.
Następnie dojeżdżamy do mniej przyjemnego odcinka, który prowadzi po dość mocno poturbowanej i dziurawej drodze. Jedziemy nią przez Osłonino, aż do Rzucewa, aż wreszcie docieramy do brzegu Zatoki Puckiej, bardzo malowniczego miejsca.
Znajduje się tam także Osada Łowców Fok pochodząca z V – II tys. p.n.e i odkryta w 1894r.
Jest to park kulturowy ze ścieżką dydaktyczną na świeżym powietrzu oraz w którym znajdziemy też wystawy tematyczne.
Następnie wjeżdżamy do lasu, na dość wąską ścieżkę prowadzącą wśród młodych drzew.
W końcu docieramy na asfalt i jedziemy wśród rozległych pól, w całości pokrytych babim latem, które skrzy się w promieniach słońca.
Dalej wjeżdżamy na trasę rowerową biegnącą równolegle do drogi, ale wydzieloną dla ruchu pieszego i rowerowego.
Ostatecznie docieramy do celu naszej podróży – Molo w Pucku.
W restauracji na molo możemy zjeść rozgrzewającą rybną zupę. W pobliżu jest też wiele budek z lodami, goframi, itd. O tej porze roku niestety większość jest zamknięta, ale w jednej z nich możemy kupić ciepłą kawę, a nawet grzańca.
Chwila oddechu na ławce w słońcu, posilamy się i ruszamy z powrotem.
Droga powrotna w większości prowadzi tą samą trasą.
Wyjeżdżając z Pucka, znajdujemy jeszcze trasę rowerową bliżej wód Zatoki Puckiej. Okazuje się, ze ścieżka w większości jest to wydeptana trasa prowadząca z jednej strony wzdłuż pól rolnych, po drugiej stronie mamy urwisko i Zatokę.
Chwilami zamienia się ona w krótkie strome zjazdy albo podjazdy w lesie. Jednak ostatecznie dociera się do punktu z którego rozpościera się bardzo ładny widok na Zatokę z góry.
W drodze powrotnej odbijamy jeszcze na chwilę, żeby zobaczyć Zamek w Rzucewie.
Jest to Zamek Jan III Sobieskiego, w którym znajduje się restauracja oraz hotel.
Jedną z moich ulubionych wycieczek rowerowych w pobliżu Krakowa jest fragment Wiślanej Trasy Rowerowej prowadzący pod Opactwo Benedyktynów w Tyńcu.
Pokonaliśmy tę trasę wielokrotnie, modyfikując ją na wiele sposobów, aż znaleźliśmy idealny wariant, który świetnie sprawdza się w sytuacji gdy chcemy się gdzieś przejechać, bez zastanawiania się nad trasą.
Wycieczka ta nadaje się na krótką popołudniową przejażdżkę, jak i na całodniową wyprawę. Jest również idealna na szosę, ponieważ w całości pokryta jest asfaltem.
Jako punkt startowy obraliśmy dość charakterystyczne miejsce – Krakowskie Błonia, które są sportowym sercem Krakowa. Wiele osób uprawia tam różne dyscypliny, od kolarstwa, poprzez rolkarstwo, bieganie oraz spacery.
Można tam zaparkować samochód i wyruszyć w drogę.
Przejeżdżamy fragmentem Błoń, aby następnie odbić w ul.Kasztelańską, która doprowadzi nas do Wisły.
Wjeżdżamy na Bulwar Rodła, naprzeciwko Podwawelskiego Tramwaju Wodnego i kierujemy się na Most Dębnicki, żeby przedostać się na drugą stronę rzeki.
Z mostu rozciąga się piękny widok na Zamek Królewski na Wawelu, a zaraz za nim rozpoczyna się ścieżka bulwarami wiślanymi, prowadząca do Tyńca.
Rowerowy szlak jest puszczony niemalże bez przerwy po wiślanym wale, stąd też jedziemy bardzo dobrej jakości asfaltem wśród pachnących, zielonych, ukwieconych łąk.
Po jednej stronie cały czas mamy Wisłę oraz pagórki. Na jednym z nich widać wyraźnie odznaczające się na tle błękitnego nieba, białe wieże Klasztoru Ojców Kamedułów na Bielanach
Dojeżdżamy do Toru Kajakarstwa Górskiego – Kolna, przy którym możemy poobserwować trenujących kajakarzy, albo zrobić sobie krótką przerwę.
Obok toru znajduję się mały foodtrack, w którym możemy zakupić coś do picia lub do jedzenia.
Dalej niestety ścieżka się urywa – musimy przedostać się pod obwodnicą. W tym momencie prowadzona jest tam budowa, najprawdopodobniej dalszego fragmentu prowadzącego pod sam klasztor. Dlatego też przejechaliśmy częściowo przez placu budowy i dalej bocznymi ulicami, aby finalnie dotrzeć do celu.
Opactwo Benedyktynów w Tyńcu jest jednym z najstarszych klasztorów w Polsce. Jego powstanie datuje się na 1044r. więc ma już niemal 1000 lat!
Na miejscu można zwiedzić ogólnodostępny kościół klasztorny oraz umówić się na zwiedzanie opactwa z przewodnikiem. Znajduje się tam też Dom Gości, w którym można wynająć pokój, a także restauracja, księgarnia oraz sklepik z produktami benedyktyńskimi – między innymi pysznym zakwasem chlebowym, który jest idealnym orzeźwieniem po wycieczce rowerowej.
Samo miejsce jest bardzo klimatyczne, wyczuwa się w nim pozytywną energię i pozwala się wyciszyć. W sam raz, aby odetchnąć po całym tygodniu…
Jeżeli chodzi o drogę powrotną mamy wiele opcji. Możemy wracać tą samą trasą lub ścieżką poprowadzoną po drugiej stronie Wisły.
Dla osób, którym jeszcze za mało wrażeń, proponujemy nasz ulubiony wariant – droga prowadząca przez Winnicę Srebrna Góra.
Trzeba jednak przygotować się na większy wysiłek fizyczny!
Cofamy się tą samą drogą, aż do obwodnicy. Tam wyjeżdżamy na most puszczony równolegle, który sam w sobie jest bardzo ciekawym obiektem i przedostajemy się na drugą stronę Wisły.
Później ścieżką rowerową wzdłuż ul. Mirowskiej. Fragmentami niestety ścieżka się urywa i trzeba przejechać wzdłuż drogi. Skręcamy w lewo w ul. Księcia Józefa, gdzie czeka nas lekki podjazd, a następnie zjeżdżamy w rzadko uczęszczaną przez samochody Aleję Wędrowników.
Droga ta przecina wzgórze porośnięte winoroślą Winnicy Srebrna Góra oraz rozciągający się widok na Kraków.
Bardzo efektowne miejsce również o zachodzie słońca.
Jeżeli nie chcemy podjeżdżać pod Klasztor Ojców Kamedułów na Bielanach, musimy odbić drogą w lewo, gdzie wjeżdżamy do parku.
Tam czeka na nas mozolny podjazd, ale bardzo sympatyczną, asfaltową drogą wśród drzew, wyłączoną z ruchu samochodowego.
W pewnym momencie dojeżdżamy do rozstaju dróg, na którym możemy jeszcze odbić na Kopiec Józefa Piłsudskiego lub jechać w stronę ZOO. Niestety na sam kopiec nie można wyjechać rowerem, ale można go tam wyprowadzić.
Z wierzchołka rozciąga się cudowny widok na cały Kraków.
Na załączonym śladzie GPX kierujemy się jednak już bezpośrednio w stronę Krakowskiego ZOO, skąd czeka nas długi zjazd w dół, aż do Parku Decjusza – po którym też polecam się pokręcić.
Następnie ul. Jesioniową, potem wzdłuż rzeki Rudawa i ul. Armii Krajowej, dojeżdżamy aż pod Rondo Ofiar Katynia. Oczywiście jadąc cały czas wzdłuż Rudawy (nie odbijając w ul. Odlewniczą) dojedziemy do punktu startowego – czyli pod Błonia Krakowskie.
Gorąco zachęcam do wykorzystania tej trasy, jako pomysłu na spokojną przejażdżkę (szczególnie pierwszy fragment).
Myślę, że jest to bardzo sympatyczna i widokowa wycieczka.
Ślad wycieczki zapisany w aplikacji Garmin Connect
Są takie momenty w życiu, że dopada nas ochota na „małe co nieco”.
I są takie miejsca w Krakowie, które zdecydowanie warto polecić!
O Kaffe Bageri Stockholm dowiedziałam się z Instagrama słynnej polskiej kucharki: Ani Starmach. Zachęcona jej relacją z tego miejsca, postanowiłam sama spróbować i sprawdzić czy faktycznie jest tak pysznie.
Zdecydowanie mogę potwierdzić – jest bardzo apetycznie!
Z zewnątrz kawiarnia przypomina małe, czerwone, skandynawskie domy i wydaje się być dosyć niepozorna. Jednak znacznie wyróżnia się na tle monotonnej szarości krakowskich kamienic. Dodatkowo w środku skrywa prawdziwe skarby.
Zaraz po przekroczeniu progu kawiarni otula nas przyjemny, słodki, korzenny zapach. Wnętrze jest dosyć małe, ale bardzo proste i przytulne. W sam raz na spotkanie na kawę z przyjaciółmi i zaznanie słynnego skandynawskiego „Hygge”.
Kawiarnia oferuje różne rodzaje kawy oraz przepyszne słodkości: kanellbullar – szwedzkie bułeczki cynamonowe, a także kardamonowe. Dodatkowo możemy tutaj dostać również bułeczki z dodatkiem jagód – blåbärbullar.
Osobiście moje serce podbiły te cynamonowe, ale polecam Wam skosztować każdego rodzaju.
Ogromnym plusem jest to, że są one wypiekane na miejscu, na oczach gości. W oknie kawiarni możemy zobaczyć w jaki sposób wyplatane są te urocze zawijańce. Dlatego też po zamówieniu otrzymujemy gorące, pachnące i przepyszne słodkości.
Dostępna jest także opcja zakupienia bułeczek na wynos. Otrzymujemy wtedy świeże wypieki zapakowane w eleganckie białe opakowanie.
Cena takiego smakołyku to jedynie 7zł.
Zdecydowanie polecam każdemu, aby zaglądnął w to miejsce. Zapachy, smaki oraz uśmiechnięta załoga tworzą niesamowity klimat. Myślę, że jest to bardzo ciekawe doświadczenie – zwłaszcza dla osób, które jeszcze nie odwiedziły Skandynawii. Natomiast dla tych, którzy już podróżowali w tamte strony – okazja do sprawdzenia, czy na naszym krakowskim podwórku można znaleźć podobne smaki. Osobiście do Kaffe Bageri Stockholm wstępuje za każdym razem, kiedy jestem w Krakowie.
Polska jest nudna i nie potrafi Cię niczym zaskoczyć – nic bardziej mylnego!
Do wycieczki wokół Jeziora Czorsztyńskiego podchodziliśmy trzykrotnie, niestety za każdym razem pogoda płatała nam figle i w dzień planowanego wyjazdu dostarczała nam 30 stopni oraz gwałtowne burze.
Stwierdziliśmy, że skoro nie jest nam dane jechać w weekend, to wybierzemy się w tygodniu, po pracy. I wiecie co? Udało się!
Była to najlepsza decyzja, ponieważ trasa była praktycznie pusta – mijaliśmy pojedynczych rowerzystów. Przypuszczam, że w weekend może być tam dużo większy ruch.
Ale do brzegu…
Wycieczkę rowerami wokół Jeziora Czorsztyńskiego rozpoczynamy w miejscowości Huba. Samochód można zostawić na niewielkim parkingu przy ulicy Hubka (49.4688502, 20.2278499).
Natomiast, dzięki uprzejmości bardzo sympatycznej Pani właścicielki, udało nam się zostawić samochód na parkingu pod Domem nad jeziorem „Hubka”. Stamtąd też rozpoczęliśmy naszą wycieczkę kierując się w stronę miejscowości Dębno.
Aby wjechać na ścieżkę rowerową musieliśmy przejechać krótki odcinek dość ruchliwą Drogą wojewódzka nr 969, następnie most nad Dunajcem. Wtedy wreszcie znaleźliśmy się na właściwej trasie.
Na wstępie przywitał nas niesamowity widok na Tatry i Jezioro Czorsztyńskie.
Cały czas kierujemy się wyznaczonym szlakiem rowerowym – VeloDunajec, który biegnie wydzieloną wzdłuż ulicy ścieżką dla rowerzystów. Następnie doprowadza nas do trasy prowadzącej wzdłuż brzegu jeziora.
Ten odcinek trasy jest dość płaski i pokryty asfaltem. Droga idealna pod szosówki 🙂
Po drodze mijamy także bardzo sympatyczne miejscówki, w których można sobie zrobić przerwę, żeby się posilić bądź schronić się przed deszczem.
Po bardzo przyjemnym fragmencie biegnącym od miejscowości Frydman, czeka nas dość mozolny podjazd do Falsztyna.
Jednak każdy metr w górę wynagradzają nam coraz piękniejsze krajobrazy.
Nic tylko rozłożyć się z kocem, termosem z kawą i podziwiać rozpościerającą się panoramę.
Ale, ale…. ponieważ zachód słońca coraz bliżej, a przed nami jeszcze kawał drogi, ruszamy dalej!
Było trochę pod górę, teraz czas na bardzo przyjemny i długi zjazd, który prowadzi nas bezpośrednio pod zamek w Niedzicy.
Pod zamkiem w Niedzicy mamy szansę, aby wybrać krótszą, mniej wymagającą trasę i przeprawić się statkiem pod zamek w Czorsztynie. Polecam jednak wcześniej sprawdzić w jakich godzinach kursują statki, szczególnie poza sezonem. Numery telefonów są podane między innymi na bilbordach reklamowych, które mijamy po drodze.
My natomiast decydujemy się na wariant dla odważnych – w pełni świadomi co nas czeka 🙂
Wyjeżdżając spod zamku, zbaczamy jeszcze na chwilę na Zaporę, z której rozpościera się bardzo przyjemny widok na jezioro oraz na zamek. Można tam również zobaczyć malowidło 3D.
Jedziemy dalej!
Mijamy kolejny most na Dunajcu – tutaj trzeba uważać, ponieważ trasa VeloDunajec odbija w prawo, wzdłuż rzeki. My natomiast kierujemy się w górę, w kierunku Hałuszowej.
Rozpoczynamy kolejny mozolny, powolny i tym razem o wiele dłuższy podjazd – ma on około 5km.
Niestety ten odcinek trasy biegnie ulicą, nie ma tutaj ścieżki rowerowej. Na szczęście ruch był niewielki, więc nie odczuwaliśmy braku wydzielonej ścieżki.
Jest to najbardziej zjawiskowa pod względem widokowym część wycieczki, więc warto się zmęczyć. W pewnym momencie wpadliśmy w trans pedałowania i zapomnieliśmy, że cały czas wspinamy się pod górę.
Zdecydowanie warto było wybrać ten wariant wycieczki 🙂
Po najbardziej wymagającym odcinku trasy, czeka nas zjazd w kierunku zamku w Czorsztynie – niestety ze względu na późną godzinę nie podjeżdżamy pod sam zamek, ale gorąco do tego zachęcam!
Ruszamy dalej przed siebie. Na wysokości miejscowości Kluszkowce wjeżdżamy z powrotem na oddzieloną od ruchu ścieżkę, która wiedzie nas brzegiem Jeziora Czorsztyńskiego.
Słońce zaczyna chylić się ku zachodowi, końcówkę wycieczki pokonujemy skąpani w blasku ostatnich promieni.
W ten oto sposób czując ulgę, że zdążyliśmy przed zmrokiem, dojeżdżamy do punktu początkowego.
Zdecydowanie polecam zarezerwować sobie cały dzień na tę wycieczkę. Wtedy na spokojnie można odwiedzić oba zamki, przejść się po zaporze, zatrzymać się, usiąść i pooglądać widoki. Jeśli jednak, ktoś zdecyduje się na wybranie się na taką wycieczkę po pracy, również jest to do zrobienia.
Osobiście jesteśmy zachwyceni jakością trasy – cała jest pokryta asfaltem, więc tak jak wspominałam idealnie nadaje się pod szosę.
Dodatkowo okoliczności przyrody i widoki są niesamowite – była to dla nas jedna z piękniejszych wycieczek rowerowych i zdecydowanie godna polecenia.